Obserwatorzy

7 czerwca 2013

yankee candle : baby powder review

Image Hosted by ImageShack.us

Jak większość wosko-maniaczek, lubie świeże "proszkowe" zapachy. Niosą rześkość, symulują porządek u opornych i wprowadzają akcent wiosny nawet zimą. Miałam podobne nadzieje w przypadku baby powder. Nie wiem, co mi się stało, że mi to "baby" uleciało w świadomości, ale gdy tylko wosk zaczął się topić, "baby" jak piorun z jasnego nieba uderzyło we mnie swoją mocą.
Cofnęłam się w czasie o kilka doooobrych lat. Zupełnie jakbym się znalazła w pokoju mojego maleństwa, gdy przyszło mi dzielnie walczyć z pieluchami, pupcią, karmieniem i wszystkimi urokami macierzyństwa.
Image Hosted by ImageShack.us

Baby powder to zapach mojego wczesnego macierzyństwa, to okres pieluch mojej córki, to ten charakterystyczny zapach, który chyba ze trzy lata nam towarzyszył codziennie, także pod postacią kremów, szamponu, mokrych chusteczek i tym podobnych. Tamten okres wspominam bez problemów, kojarzy mi się ze szczęściem, a jednak szybko zgasiłam świeczkę w kominku, bo tamten okres już za mną i jakoś nie za bardzo miałam ochotę czuć zapach bez całej reszty, która mi się z nim kojarzy.




Dla tych, które mamami nie są, myślę że mimo wszystko zapach do wyobrażenia trudny nie będzie, jeśli kojarzycie gamę zapachową produktów pielęgnacyjnych dla niemowląt, bo ten zapach to właśnie te pieluchy tetrowe widoczne po lewej na obrazku powyżej i puder do pupci :)

6 czerwca 2013

KONKURS z Naszym Pięknym Domem






Do wygrania "BON UPOMINKOWY o wartości 100 zł" + darmowa wysyłka do zrealizowania w Naszym Pięknym Domu

NEW IN : puzderko cupcake i kominek polka dot style :)

Image Hosted by ImageShack.us


Image Hosted by ImageShack.us

Oto moje nowe cudeńko, o którym wspominałam w poście kominkowym. Uwielbiam groszki - kropki polka dot ociepla moją kuchnię, dużo mam puzderek, pojemniczków i naczyń z tym motywem. Gdy na nie patrzę, robi mi się weselej, są słodkie. A teraz wreszcie dołączył do nich brat kominek. Puzderko cupcake pochodzi ze sklepu Tiger a kominek zamówiony przez internet. 
Image Hosted by ImageShack.us


4 czerwca 2013

yankee candle : sparkling lemon - lemon lavender - lemon chiffon - meyer lemon - sicilian lemon - czyli cytrynowe szaleństwo i porównania

Image Hosted by ImageShack.us

Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że cytrusowe zapachy zrobią na mnie takie wrażenie i tak intensywnie zadziałają wręcz na mój organizm. Zapachy z cytryną zakupiłam jako jedne z ostatnich. Stereotypowo myślałam, że będzie to kolejny cytrusowy łazienkowy zapach kojarzący się z jakimś wc- czymś, z mleczkiem do czyszczenia toalet, ze spray'em do łazienki eliminującym .. no, wiecie jakie zapachy ;)
Podobnie z lawendą - kojarzyła mi się zwyczajnie, banalnie, stereotypowo, z jakimś chemicznym odświeżaczem, z kostką do szafy. I oto, proszę, uzależniłam się :

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

LEMON LAVENDER połączenie lawendy z cytryną


przyjemny, orzeźwiający zapach, wręcz kojący zmysły ( wiem, brzmi jak slogan reklamowy), świeży .. Jest to zapach, który oszołomił mnie w postaci wosku, ale ta miłość przyszła akurat, gdy cały zapas tego zapachu był już wyprzedany po promocji styczniowej. Ja obudziłam się w lutym i musiałam czekać, aż pojawi się w większej pojemności. Rzuciłam się na duży słój i nie zawiódł mnie, pachnie intensywnie, na całe pomieszczenie, nie ustępuje woskom. W sierpniu planuje zakup kilku słoików, jako że będzie znowu promocja cenowa tego zapachu w sklepach z Yankee Candle. Myślę, że za sukcesem stoi cytryna właśnie, ten kto wpadł na pomysł połączenia tych dwóch jest geniuszem!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Sparkling Lemon vs Meyer / Sicilian Lemon

Oba zapachy cytrynowe. Ona diametralnie różne w przekazie. 

Sparkling lemon - jest orzeźwiającą jakby musującą lemoniadą cytrynową, bardzo pobudza, bardzo orzeźwia. To zapach, który obowiązkowo stoi przy komputerze, gdy piszę ciężkie, długie pisma, gdy spędzam wiele godzin żmudnie grzebiąc w papierach. Bywają noce, które muszę zarwać, wówczas ten zapach pozwala mi zachować przytomność. Najbardziej żałuję, że firma Yankee Candle wycofuje w Europie tumblery, bo moc dużego dwuknotowego tumblera jest oszałamiająca. Wiem, że w promocji lipcowej kupię dużo na zapas, ale niestety tumblery mnie ominą. Moc wosku i moc słoja identyczna - to wielki atut.

Meyer Lemon/ Sicilian Lemon czyli cytryna dwojga imion to ten sam zapach występujący nawet z tymi samymi etykietami, różnica jedynie w jednym słowie. Zapach jest po prostu ... cytrynowy. Próbowałam w samplerze i wosku - pachną cytryną, przeciętną cytryną, na szczęście niezbyt chemiczną i łazienkowej chemii nie przywołują, ale zapach ten nie potrafi na mnie nijak oddziaływać. Wyczytałam, że duża świeca ma słabą moc, a jako że opinia ta się powtórzyła wśród autorów różnych recenzji, nie ryzykowałam większym słojem. Sicilian lemon jest za to dobry do miksowania wosków z wszystkim proszkowymi zapachami - jak clean cotton czy fluffy towels. 

Image Hosted by ImageShack.us



Image Hosted by ImageShack.us

Lemon Chiffon czyli unikat  z USA




Ten zapach sprowadziłam z USA. Wertowałam strony ze świecami, filmiki, recenzje i znalazłam wiele, których brakuje w Polsce - nigdy ich u nas nie było albo nigdy nie będzie, znalazłam zapachy wycofane, a na widok niektórych serce mocniej mi zabiło. 
Jako że jestem ciasteczkowym potworem, uwielbiam zapachy jedzeniowe/słodkie musiałam go mieć, właściwie na niego czekałam najbardziej ze wszystkich sprowadzanych zapachów. Mimo że ma reprezentować zapach cytrynowego szyfonu czyli amerykańskiego deseru z białek, wśród recenzentów miał opinię zapachu pysznego cytrynowego ciasta. Gdy wreszcie dostał się moje ręce, radość wymieszała się z lekkim rozczarowaniem - określiłabym go jako cytrynowe coś z mikrofalówki, a nawet jako napromieniowany cytrynowy kogel mogel. Wiem, że zabrzmi to co najmniej dziwnie, ale niestety zapach jest troche chemiczny, daleki od zapachu ciasta i przede wszystkim miałam nadzieję na moc, a jest po prostu słaby. Dałam mu kilka szans, rozpaczliwie czekając, aż poczuję motyle w nosie, ale niestety ...:( Patrzę teraz na niego z wyrzutem w oczach i zadaję pytanie, czemuś mnie tak rozczarował słoiku ...?

Już jutro kolejne recenzje ......
Image Hosted by ImageShack.us

3 czerwca 2013

essence stay matt czyli błyszczyk matujący - swoisty oksymoron !

Image Hosted by ImageShack.us

Marka essence była czynnikiem decydującym w kwestii założenia tego bloga, moje wypociny i zachwyt znajdziecie w jednym z najstarszych postów. Niezmiennie uwielbiam te kolorowe cudeńka, bo lubie być ciągle czymś nowym zaskakiwana, a firma Essence lepsza w tym jest wg mnie od samego MAC'a, nie lubie przepłacać i w końcu nie zawiodłam się nigdy. Tym razem błyszczyki matujące - polecam, polecam, polecam !  

Błyszczyki nie są gorsze od Dior'a , którym byłam dotąd wierna. Kryją, matują i długo się utrzymują, co przy cenie 8,99 jest swoistym fenomenem. Oczywiście trzymają kilka godzin, ale czy to nie wspaniałe? Miewam fazy na czerwone matowe usta, podkreślające błękit moich oczu, którym nic więcej z kolorówki do towarzystwa nie trzeba. I to jest to ! Próbowałyście tych maleństw?

2 czerwca 2013

mokasynowe love do biegania na codzień

Image Hosted by ImageShack.us

Po przeciągającej się, męczącej zimie przyszły dni gorące i męczące, jak to w przypadku skrajności bywa... Jako butoholiczka zaopatrzyłam się w kilka par mokasyn takich na codzień do biegania po mieście. Z dwoma parami wiążą się niezbyt zabawne historie :

Image Hosted by ImageShack.us
1. marine : no name : Do pierwszej pary podejścia miałam dwa - za pierwszym razem po mniej więcej 10 minutach od kupna moje dziecko uwielbiające czuć się jak dorosła ( czyli nosząc siatkę z zakupem z miną dumnego pawia), buty moje nowiuteńkie, ostatnie z moim rozmiarze - zgubiło. Szukaj wiatru w polu, buty zniknęły. Drugie niosłam niemal w zębach, żeby nie stracić ich z oczu ...
Image Hosted by ImageShack.us

2. red : no name : mięciutkie skórkowe, idealnie wygodne i pasujące do mnożących się moich czerwonych torebek :) aktualnie obowiązkowy klasyk - takie codzienne casualowe wcielenie czerwonych szpilek ;)
Image Hosted by ImageShack.us

3. chabrowe / kobaltowe zamszowe H&M : wygodne, sprawiały mi radość przez 35 dni. Niestety 35-dnia czyli równo tydzień po upływie terminu na ewentualny zwrot lub wymianę okazało się, że butki, które kupiłam za 129 zł spadły na 30 zł (!!!). I tak 35-ego dnia minę miałam mniej więcej taką :


A czy Wy macie jakieś zabawne historie obuwnicze w swojej pamięci? Z chęcią poczytam ...


yankee candle : recenzja juicy watermelon USA

Image Hosted by ImageShack.us

Publikuję moje opinie/recenzje na temat różnych produktów w ramach najważniejszej zasady : moje odczucia nie są zachwiane niczym poza subiektywnym odbiorem, nic poza moim nosem nie wpływa na ocenę produktu. Więc gdybym miała ślepo zachwalać wszystkie produkty jednej marki tylko dlatego, że są one tej marki, nie byłabym wierna sobie.
  Image Hosted by ImageShack.us

Jakże ja czekałam na odpalenie tego wosku, w koszyku życzeń, jaki prowadze w komputerze miałam go na liście do zamówienia w najbliższym terminie w formie dużego słoja, a nie jest to łatwe, gdyż jest to zapach niedostępny w Polsce. Aż w końcu nadszedł ten dzień, gdy zaczął się topić w moim kominku, a z każdą chwilą zaczęło narastać moje niedowierzanie przemieszane z rozczarowaniem ...
  Image Hosted by ImageShack.us

Z soczystym arbuzem kojarzyło mi się orzeźwienie, świeżość, soczystość. Tymczasem jest to kolejny do kolekcji obok Sweet Strawberry owocowy niewypał. Sedno tkwi w sztuczności. Od Yankee Candle oczekiwałam autentyczności w odtworzeniu zapachu, bo kupić zawieszkę z identycznym efektem zapachowym czy jakąś byle świeczkę mogę bez problemu w pierwszej lepszej drogerii. Ostre słowa, ale i rozczarowanie wielkie. Zapach okazał się ciężki i nie miał w sobie nic ze świeżości, jakiej oczekiwałam. Wosk niezaprzeczalnie pachnie arbuzem i pachnie intensywnie, ale oceniam to na 4/6 maksymalnej mocy, jaką może dać wosk Yankee. Oczywiście mam świadomość, że jest to zapach owocowy, a nie rześki świeżak, ale porównując to do lodów - oczekiwałam sorbetu, a dostałam ciężkie gęste lody ze sztucznym barwnikiem... Zwykła/przeciętna imitacja arbuza.

  Image Hosted by ImageShack.us

W ramach ciekawostki foto wyżej to stara etykieta, a ta poniżej bardziej aktualna, niestety słój z mojej listy zakupów wyleciał w podskokach .... :(
Image Hosted by ImageShack.us
Podsumowując nie polecam, choć może ja mam zbyt duże wymagania? Czy ktoś z Was miał do czynienia z tym arbuzem w wosku lub świecy?

1 czerwca 2013

czerwcowe recenzje wosków YANKEE CANDLE

Kochane, w związku z pytaniami w komentarzach i w mailu, postanowiłam rozpocząć czerwcowy cykl recenzji wosków Yankee Candle - jeden dzień jeden wosk lub każdego dnia recenzja jednego zapachu.
Kolejność będzie przypadkowa, opinie mojego nosa będą subiektywne, ale mam nadzieję, że pomogę Wam w wyborze zapachów. Posty shoppingowe będą ukazywać się jednocześnie z postami zapachowymi, czyli bardzo często będę publikować po dwa posty jednego dnia, zatem zapraszam do obserwowania :) 

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Pytacie mnie, co poleciłabym na przechowywanie wosków. Nie mam takiego jednego sposobu. Z woskami jest o tyle trudna sprawa, że występuje u mnie permanentna rotacja. Testuję, otwieram, odkładam do tych do oddania, odkładam do tych, które zostawię na później jako ulubieniec, a inne do tych, które zmiksuję. Woski latają po mojej kuchni, bo to w niej wszystko zapalam i sortuję, ale nie trzymam ich w jednym miejscu, są w ciągłym ruchu, podobnie jak kominki, które wędrują po domu do różnych pomieszczeń( bywają dni, że palę kilka wosków jednocześnie). 

Image Hosted by ImageShack.us


Co jakiś czas zostają mi puste słoje po zużytych świecach, więc jest to też jakiś sposób na przechowywanie wosków, jak widzicie na zdjęciach, jednak zdaje to egzamin tylko w przypadku wosków zamkniętych, nowych. Duży słój mieści ok.12 wosków, więc jest to oszczędność powierzchni . Szkło po tumblerach wykorzystuję w mojej toaletce do trzymania pędzli i kredek do makijażu.

Image Hosted by ImageShack.us



Image Hosted by ImageShack.us

Otwarte woski będące w użyciu przechowuję w woreczkach strunowych - 100 sztuk kosztuje ok 6 zł, jest to najlepsza, najbardziej praktyczna metoda uchowania się przed kruszącymi się drobinkami wosków, które czasami doprowadzają mnie do szału ;) Poza tym zapach nie ulatnia się tak szybko, a nuty zapachowe intensywnych wosków nie są już w stanie zaatakować tych delikatnych. Tym sposobem np. uchroniłam Vanilla Cupcake przed masywną ekspansją Honey Blossom, który w pojedynku na intensywność zdecydowanie wygrywa ;)
Image Hosted by ImageShack.us
Jeśli macie pytania, zapraszam do wpisywania ich w komentarze, a tymczasem już dziś pierwsze recenzje :) Może sugestie, które zapachy na pierwszy ogień?

Image Hosted by ImageShack.us

kominki podgrzewacze zapachowe do tart, wosków czyli YANKEE CANDLE mania



Pisząc o mojej obsesji z zapachami otulającymi dom nie sposób nie wspomnieć o kominkach do palenia tart/ wosków. Pierwszy kominek miałam jakieś 10 lat temu i kupując olejki za 5 zł wydawało mi się, że wreszcie uzyskam piękny zapach. Po krótkim czasie charakterystyczna ostra nuta olejków zaczęła mnie drażnić, zapachy nijak się miały do oczekiwań, olejki w końcu wylałam, a kominek wyrzuciłam, tak mnie to wszystko zirytowało. 

Potem były różne podejścia do świec, które po prostu nie pachniały, choć obiecywały cuda, aż w końcu trafiłam na te małe słodkie tarty Yankee Candle. I przyznaję się - jestem kosmitką - wkurzają mnie też te woski. Ale wkurzają strukturą i kruszeniem się, to kruszenie doprowadza mnie do szału, co zaś doprowadziło do stanu, że mam przeważającą ilość dużych świec, których już nie mam gdzie trzymać. 

Woski niezaprzeczalnie pachną mocniej, intensywniej, ale jak przestają pachnieć, bo nazwijmy to, że wyczerpują im się baterie zapachowe, to nie pachną i koniec. A świece pachną nieustannie intensywnie - jeśli oczywiście stopień intensywności wobec zapachu nam indywidualnie odpowiada - i pachną jednolicie cały czas od momentu zapalenia do zgaszenia. Oczywiście przepaść cenowa 6 zł za wosk a 93 zł za świecę, że tak skrajnie porównam też jest kolosalnym argumentem, jednak ja nie należę do mistrzyń ( a wiem, że są takie) ćwiartowania wosku na ćwiartki ćwiartek, co po wyliczeniu daje jakiś kosmiczny wynik godzin palenia wosku. 

Wracając do kominków - pierwszy w nowej fazie woskowej, na jaki się rzuciłam był ten widoczny na zdjęciu z moimi pierwszymi świecami Yankee w poprzednim poście. Bardziej z braku laku, niż z wyboru - chciałam mieć jednocześnie kominek i tarty, ciekawość tak paliła. Kosztował 35 zł i to było jedno z najgorzej wydanych 35 zł w moim życiu. Powód - bardzo mała powierzchnia, na której kładzie się wosk, bardzo łatwo rozlać roztopiony wosk, który momentami chce się wydostać z tej malutkiej powierzchni i cieknie.

Kolejne kominki wybrałam już świadomie, jako że wiedziałam, gdzie leży przyczyna mojego niezadowolenia i wiedziałam, że na pewno przez najbliższe lata (!) nie rozstanę się z woskami ...
Te, które widzicie na zdjęciu niżej kupiłam w internecie, ich cena skacze od 49 zł(!) do 12 zł. Kwestia poszukania. Ja znalazłam wszystkie trzy w jednym sklepie i niedawno zamówiłam jeszcze dwa kolejne, tak je lubię.

Image Hosted by ImageShack.us

Mają dużą powierzchnię, w kielichu mieści się cały wosk, łatwo się je czyści dzięki prostej konstrukcji i są przede wszystkim estetyczne - idealnie komponują się z moją toaletką w sypialni, jako że uwielbiam motywy kwiatowe, romantyczne.Mam nawet swój własny podział, że kominek z jasnym kwiatem służy do jasnych - białych - kremowych wosków, a różane do pozostałych.

Image Hosted by ImageShack.us


Oczywiście kominków na rynku jest całe mnóstwo, a zwłaszcza dla Yankee maniaczek kultowy kominek w kształcie tulipanka jest obowiązkowym na liście, jednak ja wolałam moje kwiatuszki :)


A jakie Wy macie kominki, może wskażecie mi jakieś cudeńko, którego moje oczy dotąd nie widziały? Jakie są Wasze doświadczenia z paleniem w kominkach zapachowych?

31 maja 2013

CZĘŚĆ I mega notki : Jak się zaczęła moja przygoda z YANKEE CANDLE


Dostaję dużo pytań na temat Yankee Candle, jako że większość moich dotychczasowych notek obfituje w moje świeczko - uzależnienie ;)

Postanowiłam więc poprowadzić kilka postów w kilku częściach, a dzisiaj pierwsza z nich - czyli jak to wszystko się zaczęło i co poszło na pierwszy ogień - od razu załączam moje subiektywne maniackie recenzje kilku zapachów. Na początek muszę podkreślić, że każdemu zapachowi, a szczególnie tym, które mnie od pierwszego momentu w sobie nie rozkochały, daję kilka szans, przeważnie trzy. Pierwsze podejście, drugie w niedługim czasie, a potem palę świecę trzeci raz po dłuższym czasie (czyli na mój maniacki świeczkowy umysł po kilku dniach), w którym to mój maniacki zapacho - czujny ;) nos odpocznie od gagatka, który mnie nie uwiódł ... 

Oczywiście jak to w banalnej rzeczywistości internetowej bywa, o Yankee dowiedziałam się z któregoś z blogów - na pierwszy rzut moje oko przyciągnęło chyba zdjęcie kilku wosków w tęczowej kompozycji, a że jestem pro kolor, zaczęłam grzebać, co to ... Następnego dnia ( chwała firmie kurierskiej, która obsługuje sklep, o którym później), siedziałam i wpatrywałam się w to, co widzicie na zdjęciach poniżej: 

Image Hosted by ImageShack.us

Kupiłam : CHRISTMAS COOKIE słój XXL, FLUFFY TOWELS  tumbler XXL ,  STRAWBERRY BUTTERCREAM słój XXL, Vanilla Lime - sampler ( na zdjęciu już w świeczniku transparentnym ) i woski : Vanilla Cupcake, Red Velvet, Soft Blanket. Zaczęłam od zapalenia wosków w najgorszym kominu świata - co niestety na początek mnie zniechęciło, kominek okazał się strzałem w kolano, ale świece uratowały honor marki. 

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

RED VELVET : to mój pierwszy wosk, szalenie intensywny, rozchodzi się błyskawicznie po całym domu, momentami wydawał się aż gryzący, a może to był szok pierwszego wrażenia. Zapach intensywnej słodyczy,  zapach gorącego lukru, w końcu zapach ciasta Red Velvet, które miałam okazję jeść podczas pobytu w USA, jednak przytłoczył mnie. Doceniłam go po wypaleniu pozostałych wosków typu wanilia, więc naturalnym odruchem było zamówienie większej ilości - wiedziałam już że woski to nie moja bajka, że celować będę w słoje. Zamówiłam Red Velvet w tumblerze średnim. I tu nastąpiła niespodzianka - nieporównywalnie nikła intensywność w porównaniu z woskiem. Rozczarowanie kompletne. Tym większe, że tumblery z dwoma knotami mają podwójną intensywność wydzielania zapachu. 


Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us


Image Hosted by ImageShack.us

VANILLA CUPCAKE : wosk ten palony przeze mnie jako drugi po Red Velvet stracił na sile przekonywania - owszem przyjemny, ciepły kojący waniliowy zapach, jednak zaburzyło mi to proporcje intensywności. Dla osób lubiących wyważone zapachy, nie za mocne, nie za słabe jednak polecam - nie ma on odcienia goryczy typowej dla naturalnej wanilii, nie jest zbyt przesłodzony, takie opary waniliowej babeczki unoszącej się na chmurkach, zatem nazwa zapachu trafiona. 





SOFT BLANKET - ten zapach to spory temat. Spory ze względu na moje zbiory, jakie w tym zapachu poczyniłam, spory ze względu na uwielbienie i kontrowersje, jakie budzi, a także to coś, co sprawia, że nie da się go jednoznacznie określić. Według definicji producenta jest on tajemniczym świeżym zapachem, fuzją cytrusów, wanilii i ciepłego bursztynu. Pochodzę znad morza, z bursztynem miałam do czynienia setki razy, ale jak pachnie ciepły bursztyn i czy właśnie tak, nie wiem. Ciepły kocyk kojarzy mi się z zapachem ciepłej poduszki - miziajki - mojej córeczki, gdy poduszka ta była jej absolutnym towarzyszem, miłością, tulakiem, zwał jak zwał. Miała ona zapach mojej córeczki, z zapachem świecy miało to niewiele wspólnego. Lubię ten zapach jednak bardzo, jest b.intensywny w każdym wydaniu - testowałam go w tumblerze 2-knotowym, testowałam w słojach XXL, testowałam w wosku. Najlepsze wydanie wg mnie to słoje XXL, dają największy efekt, natomiast wosk ma notę brudną .. wiem, co to znaczy, prawda? Ciężko to określić, ma coś brudnawego, drażniącego w nucie zapachowej, podobne odczucie mam z woskiem Vanilla Lime, do którego za moment nawiążę ... Soft Blanket jest zapachem bardzo uniwersalnym - idealny do sypialni, do łazienki, do mieszkania/ domu w pojęciu ogólnym. Duży słój daje moc zapachu rozchodzącego się po całym domu, a gdy zamknęłam go w jednym pokoju, wyszedł szparami :) A i jeszcze jedna ciekawostka - tumbler średni Soft Blanket po mniej więcej dwóch godzinach palenia zrobił się piaskowy, brudnawy, po bieli pozostało wspomnienie, nie wyglądało to zbyt reprezentacyjnie ...


Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

I jeszcze słów kilka o miśku, który ten zapach oflagował ... W moim odczuciu i w odczuciu mojego nosa do zapachu tego bardziej nawiązuje wizerunek kremowego ciastkowego misia, niż brunatnego misia widocznego na etykiecie produktu .. Ale to oczywiście moja interpretacja ;)

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

VANILLA LIME : jak zauważyłam, jeden z ulubieńców wszystkich nosów, które go recenzowały. Mój także. Co prawda zaczęłam od samplera, który jak to sampler - był słaby, ale dał i tak wyczuwalną nutę słodkiej waniliowej limonki. Połączenie jest doskonałe, gdyż proporcje są niezaburzone - obawiałam się kwaśnej limonki i niewyczuwalnej wanilii, która zginie pod natłokiem świeżej, acz kwaśnej limonki, a to niespodzianka, obie nuty zapachowe dostały od producenta równe szanse i wanilię czuć na równi z owocem. Kompozycja ta zachęciła mnie do pójścia krok dalej i zakupu tumblerów i słoja. Chwała tumblerom - są boskie, intensywne, zapach do dna ( tak, wypaliłam już dwa) jest taki sam, a barwa pozostaje niezmienna - czyli nie brudzi się. Słój XXL, w który się zaopatrzyłam, gdy tumblery już się w sklepach skończyły okazał się pomyłką. Po tumblerze trudno było mi zaakceptować zapach nikły, podejrzewam że zależne jest to nie tylko od ilości knotów, ale i od struktury świecy - różnią się diametralnie. Opiszę to w jednej z najbliższych notek. Zaś co się tyczy wosku Vanilla Lime - przepraszam, ale w porównaniu z tumblerem, a nawet słojem, jest ... straszny. Jeśli ktoś zaczyna od wosku w tym zapachu, nie pozna jego właściwości. Wosk jest dusząco nieprzyjemny, nie przypomina tej słodyczy, tego zrównoważenia świeżego owocu i wanilii, jest brudnym zapachem, ciężkim ... Zdecydowanie odradzam wosk.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

W następnej notce : FLUFFY TOWELS - zasługuje na osobną, a także STRAWBERRY BUTTERCREAM :)
Za mną wiele przetestowanych zapachów, a przede mną dużo recenzji, na które Was zapraszam w najbliższych postach. Mam zamiar dodawać częściej notki, ale jako że podchodzę do tego poważnie i staram się oddać wszystkie myśli i dobrze zobrazować tak moje zbiory, jak i oddać zapachy, takie posty są dość pracochłonne. Jestem też ciekawa Waszych doznań zapachowych, jeśli chodzi o świece, szczególnie jeśli różnią się od  opisanych tu przeze mnie ?

Image Hosted by ImageShack.us